Polish (Poland)Deutsch (DE-CH-AT)English (United Kingdom)
There are no translations available.

Atramentowy świat.

Czy ktoś jeszcze pamięta atrament?

Pisanie piórem ze stalówką zamaczaną w kałamarzu z atramentem, było nagrodą za pięknie wykaligrafowane  literki .

Magiczny atrament miał magiczny zapach i kolor. Towarzyszy mi odkąd pamiętam i z pewnością jestem już od niego uzależniona.

Mój atramentowy świat przybiera różne barwy. W dzień kiedy mocno świeci słońce  jest  złoty, błękitny, turkusowy lub szafirowy, w dni pochmurne, szary lub zielony. Ale jeden  jedyny,  mój  najbardziej ulubiony,  jest  granatowy we wszystkich swoich odcieniach i  tylko w nim odbijają się gwiazdy.

Chyba wszyscy kochamy góry, zachwycamy się pięknem lubimy po nich chodzić, zdobywając  swoje małe  lub większe szczyty. Są piękne.  A gdybyśmy tak zalali te góry atramentem i zgasili światło? Zrobiło się strasznie.

Ogólny lęk przed ciemnością. Nie dziękuję, tylko nie nurkowanie nocne.

Niedocenianie nurkowanie nocne, niewielu  się na nie decyduje. Na hasło  kto chce nurkować w nocy, zazwyczaj odpowiada cisza. Każda wymówka jest  dobra. Przynajmniej dziewczyny są wtedy szczere i mówią,  że po prostu się boją. Reszta zazwyczaj nabiera wody w usta i nadrabia miną. Pierwszy raz zawsze przynosi ze sobą wiele niespodzianek, stresów i lęków, które nosimy w sobie. Ale jak już  ktoś raz spróbował, nigdy tego nie zapomni. Samo spojrzenie w ciemną niewiadomą, będąc jeszcze na łodzi, każe nam się zastanowić - czy aby to była słuszna decyzja i tak ogólnie to co ja tutaj robię? Na całe szczęście, nieodparta chęć poznawania i doświadczania czegoś nowego  drzemie  w nas i choć czasami głęboko ukryta w zakamarkach duszy,  pozwala  na zadanie sobie pytania – dlaczego nie? Jeśli tylko można przeżyć coś pięknego  i  skorzystać z wyjątkowego zastrzyku adrenaliny, nie marnujmy takiej szansy.

Skok do wody i już nie ma odwrotu, pierwszy krok zrobiony - ten najważniejszy. Pod nami ciemność, nad nami gwiazdy. Błysk latarki, jednej , drugiej, trzeciej i wyglądamy jak robaczki świętojańskie. Zanurzamy się.

Nurkowanie w atramencie sprawia, ze nasze ruchy są jakby wolniejsze, dokładniejsze i bardziej oszczędne. Po chwili oddech wraca do normy, oczy pogodziły się z ciemnością, a serce przestaje walić  jak oszalałe. Wszystko zaczyna się dziać  w zwolnionym tempie, bo atramentowa woda zrobiła się  gęstsza. Magia  działa. Przenieśliśmy się w inny wymiar w innym świecie.  Fajnie znaleźć się znowu w krainie czarów.

Moja  partnerka  spojrzała na mnie  pokazując  znak ok. Jej oczy zdradzają to samo. Są duże i to nie ze strachu, jest tak  samo jak ja  zauroczona tym co zobaczyła.  Zawieszone w atramentowej toni dwa świetliki  oglądają kolorową rybę, wyrzucając z siebie miliony srebrnych bąbelków. Przed nimi dwa inne  snopy światła  wydobywają z granatowej toni niesamowite kształty jakby z innej planety, inne oświetlają ławicę przepływających srebrnych rybek z czarną kropką, a wszystko to skąpane jest w produkowanej przez  nas  perełkowej kąpieli bąbelków powietrza .

Nasza wyobraźnia zaczyna działać, wyostrzają się zmysły, podwodne góry zmieniają kształty, robią się większe i tajemnicze, pojawiają  się fantastyczne cienie.   Przepływając przez małe wąwozy   między górami , co chwila spotykamy  zaskoczoną nasza obecnością przepięknie brzydką , uśmiechniętą skorpenę, intensywnie czerwoną na tle atramentowej wody. Na zboczu góry napotykamy olbrzymiego, długonogiego kraba  zwanego tutaj Grancigula. Wszystkie kolory , które wydobywają  światła naszych latarek  są najpiękniejsze właśnie w nocy.  Jeśli mamy szczęście  możemy spotkać   mikroskopijne  świecące żyjątka, zawieszone w wodzie. Jeden ruch ręki i mamy swoją,  rozświetlona drogę mleczna. Czas upływa błyskawicznie, jeszcze tylko  sprawdzamy  co słychać u naszej znajomej ośmiornicy, mieszkającej w dużym kilkumetrowym ,samotnie stojącym głazie i wracamy. Szkoda, że to już koniec.  Dopływamy do  miejsca wyjścia , z dala widać już błyskające  światełko zawieszone na linie kotwicznej. Światełko skacze w górę i w dół, to znak, że nasze wyprasowane jeszcze 40 minut temu morze zmieniło się w pomarszczone.  Zmieniła się pogoda i zaczął wiać wiatr, a więc wynurzamy się  na powierzchnię.  Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie za siebie i bezgłośnie wypowiedziane dwa słowa – warto było. Spoglądamy w górę, podświetlona z pod wody powierzchnia morza srebrzy się skąpana w uciekających bąblach powietrza, a miedzy nimi  my- świetliki.

Nurkowanie w atramentowym świecie  jest już  przeżyciem samym w sobie. Doskonale wycisza, relaksuje, daje możliwość   innego spojrzenia na nurkowanie i bardzo korzystnie wpływa na nasze samopoczucie. Likwiduje nasze lęki, strachy i uprzedzenia, pozwala uwierzyć w siebie, a jednocześnie uczy dyscypliny i pokory. Można zachwycać się ciszą, wsłuchując się w bicie własnego serca  i oddechu, poczuć życie  każdym skrawkiem swojego ciała i zapomnieć o wszystkim co  zostawiliśmy na powierzchni. Nie musimy się nigdzie spieszyć. Odkrywamy w sobie nowe możliwości, a nasze zmysły  mają okazje  poszaleć . Dla mnie wtedy woda zawsze pachnie atramentem z kałamarza.

Jest takie miejsce w Dalmacji, gdzie zawsze nurkujemy w nocy, bezpieczne, nie głębokie, z białym dnem i mnóstwem życia. Byliśmy tam już wiele razy w ciągu dnia i w ciągu nocy. Po mimo tego, za każdym razem jest tam coś do zobaczenia,  bo każde nurkowanie jest inne. Idealne miejsce na nurkowanie nocne, to właśnie nasze góry zalane atramentem. Piękne w dzień, w nocy zmieniają się w inną planetę. Dostępne dla ludzi z wyobraźnią,  niedostępne dla ignorantów.

Dobrze zaplanowane, zorganizowane i przeprowadzone nurkowanie nocne pozostawia  na zawsze pozytywne wspomnienia, przełamuje bariery szczególnie wśród  tych niezdecydowanych (dziewczyn).

No i na koniec - uśmiech na twarzy mojej partnerki  – bezcenne.

Gorąco polecam.

Grażka